W razurze - Anton Czechow

— Od Czerwonego Stawu do Kołużskiej Bramy — to nie żart! — Jak się macie? — Źle, bracie, miałem gorączkę. — Co mówicie? Gorączkę? — Gorączkę. Cały miesiąc leżałem, myślałem, że umrę. Przyjąłem Święte Sakramenty. Teraz włosy wypadają. Doktór kazał się ostrzyc. Na nic, powiada, wyrosną mocne.
Więc — pomyślałem sobie — pójdę do Makara. Zamiast do kogo innego, to lepiej do krewniaka. I lepiej zrobi, i pieniędzy nie weźmie. Trochę, prawda, daleko, ale co to znaczy? Jakby spacer. — Ja z przyjemnością. Proszę! Makar Kuzmicz ukłonił się nogą i wskazał na krzesło. Jagodow siada i przygląda się w lustrze: jest zupełnie zadowolony z widoku — w lustrze widać krzywą gębę z tępym szerokim nosem i oczami na czole. Makar Kuzmicz okrywa ramiona swego klienta białym prześcieradłem. — Ja was zupełnie, do gołej skóry — mówi. — Naturalnie, żebym do Tatara był podobny. — Ciotunia jak się ma? — Dobrze, żyje sobie. Niedawno u majorowej przy porodzie była. Zapłacili rubla.
W razurze - Anton Czechow fragment 40

2009-08-06 21:50:13