W pustyni i w puszczy, rozdział 22, str. 5

139 Starczyło więc na obfitą wieczerzę. Korzystali z niej jednak przeważnie tylko Kali i Mea. Młody Murzyn, którego Gebhr głodził w okropny sposób, zjadł taką ilość pokarmu, jaka mogła nasycić dwóch ludzi. Ale też był za to całym sercem wdzięczny swoim
nowym państwu i natychmiast
reklama sms po wieczerzy padł na twarz przed
Stasiem i Nel na znak, że pragnie do końca życia zostać ich
niewolnikiem, a następnie złożył równie pokorną czołobitność
strzelbie Stasia rozumiejąc widocznie, że bezpieczniej jest zjednać
sobie łaskę tak groźnego narzędzia. Po czym oświadczył, że podczas
snu „pana wielkiego” i bibi będzie czuwał na przemian z Meą, by
ogień nie zgasł – i siadł przy nim w kucki mrucząc z cicha coś w
rodzaju piosenki, w której powtarzały się co chwila wyrazy: „Simba
kufa! simba kufa!”, co znaczy w języku ki-swahili: lew zabity. Ale „panu wielkiemu” ani małej bibi nie było do snu. Nel na wielkie prośby Stasia przełknęła zaledwie parę kawałków pentarki i kilka ziarnek rozgotowanej durry.
Mówiła, że nie chce się jej ani jeść, ani spać, tylko pić. Stasia chwyciła obawa, czy nie dostała gorączki, ale przekonał się, że ręce ma chłodne, a nawet aż nadto zimne. Namówił ją jednak, aby weszła pod namiot, gdzie przygotował dla niej posłanie, obszukawszy wpierw starannie, czy w trawie nie ma skorpionów. Sam siadł na kamieniu ze sztucerem w ręku, by bronić jej od napadu dzikich zwierząt, w razie gdyby ogień okazał się niedostateczną obroną. Ogarnęło go niezmierne zmęczenie i 140 wyczerpanie. W duszy powtarzał sobie: „Zabiłem Gebhra i Chamisa, zabiłem Beduinów, zabiłem lwa i jesteśmy wolni.” Ale było to tak, jakby te słowa szeptał mu kto inny i jakby on sam nie rozumiał dobrze, co to znaczy. Miał tylko poczucie, że są wolni, ale że stało się zarazem coś okropnego, co napełniało go niepokojem i przygniatało mu piersi jak ciężki kamień. Wreszcie myśli poczęły mu drętwieć. Długi czas patrzył na wielkie ćmy krążące nad płomieniem, a w końcu jął kiwać się i drzemać. Kali drzemał także, ale budził się co chwila i dorzucał gałęzi do ognia. Noc uczyniła się głęboka i co rzadko zdarza się pod zwrotnikami, bardzo cicha. Słychać tylko było trzask płonących cierni i syczenie płomienia, który rozświecał zatoczone półkolem wiszary skalne.
W pustyni i w puszczy, rozdział 22, str. 5 reklama sms fragment 20

2008-10-20 11:04:02